Cicho zakradłam się do łazienki. Mimo tego, że nikogo nie było w domu to i tak czułam się jak na polu bitwy. Każdy krok był zagrożeniem. Bałam się, że zza rogu pokoju wyskoczy ojciec. Szybko weszłam do środka i zamknęłam drzwi. Stanęłam przed lustrem i zdjęłam z siebie bluzkę i spodnie. Zarzuciłam włosy do tyłu i spojrzałam na posiniaczone ramię. Dotknęłam je delikatnie koniuszkami palców i poczułam przenikający przez ramię ból. Cicho jęknęłam. Spojrzałam na obolałe udo. Zobaczyłam ślad po skórzanym pasku. Z rany delikatnie sączyła się krew, a otaczający ją siniak nie przestawał boleć. Otworzyłamm szafkę i chwiciłam za wodę utlenioną. Usiadłam na ramię wanny i polałam ranę. Poczułam nie miłosierne szczypanie, mogące równać się z pieczeniem.Złapałam się za nogę powyżej rany. Syczałam gdy piana wychodziła na wierzch. Ponownie spojrzałam w lustro. Miałam podkrążone oczy. Byłam jaśniejsza niż zwykle i czułam niewiarygodne zmęczenie. Wzięłam głęboki oddech. Potarłam delikatnie skronie i zdjęłam z siebie resztę ubrań. Nalałam do wanny wody i szybko się wykąpałam. Chwilę potem ubrana w miękką piżamę zasnęłam. Rano wstałam wcześnie, tak jak zawsze nie miałam ochoty widzieć rano rodziców, wogóle nie mam ochoty ich widzieć. NIGDY. Szybko zjadłam śniadanie i po chwili byłam po za terenem działki. Zaciągnęłam się zapachem świeżego powietrza. Szłam zniszczonym chodnikiem w stronę szkoły co chwilę kopiąc kawałki betonu lub mniejsze kamienie. Po chwili byłam na miejscu. Jęknęłam z niezadowoleniem gdy podbiegła do mnie moja przesadnie wymalowana kosmetykami kuzynka.
-Hej Hope-powiedziała pogardliwie.
-Czego chcesz Liv-zapytałam opierając rękę na biodrach. Domyślałam się czego chce ta lalunia.
-Tego co zawsze-zblirzyła swoją twarz do mojej. Dzięki szpilkom była nieco wyższa odemnie.-oddaj mi Evana.
-On cię nie kocha-zaczęłam-nawet nie lubi-zaśmiałam się.
Dziewczyna zarzuciła włosy do tyłu a jej mina zrzedła.
-Zobaczysz odzyskam go-powiedziałe że słynnym dla niej wrednym uśmiechem.
Nie zwracając uwagi na jej dalsze gadanie obeszłam ją i weszłam do szkoły. Było mało osóbwna korytarzu. Głównie kujoni i nauczyciele. Ruszyłam pod salę 42 gdzie miała odbyć się lekcja chemii. Usiadłam pod ścianą i wyciągnęłam z kieszeni plecaka mój zeszyt do rysunków. Nie miałam jakiś szczególnych zdolności plastycznych ale robiłam to dla przyjemności. Cułam wtedy, że wszystko co złe znika i jestem tylko ja, ołówek, kartka i moja wyobraźnia. Chwyciła za ołówek, a na kartce pojawiły się pierwsze szare linie. Gdy rysunek zaczął nabierać sensu i kształtów usłyszałam obok siebie dobrze znany mi głos:
-Ładnie rysujesz-powiedział Jason
O nie znowu on... mam go już po dziurki w nosie. Kiedy on się odczepi? Podobno w szkole wszystkie dziewczyny na niego lecą, ale nie ja Nie lubię gości w jego typie... we wszystko się wtrąca.
-Dzięki-wymamrotałam niechlujnie.
-Weź udział w konkursie-usiadł blisko mnie, za blisko. Momentalnie się odsunęłam.
-Nie, wolę mój "talent" zachować dla siebie.-zatrzasnęłam rysownik, i schowała go do środka.
Siedziałam w ciszy obok chłopaka a on intensywnie mi się przypatrywał.
-Wiesz co-zaczął-nie mogę cię rozgryźć. Jesteś jedyną osobą, o której prawie nic nie wiem.
-I dobrze-uśmiechnęłam się ironicznie.
Uratował mnie dzwonek, który zadzwonił chwilę potem. Szybko wstałam i weszłam do klasy. Czułam jak brązowowłosy wzrokiem odprowadza mnie do środka. Usiadłam w ostatniej ławce i wyjęłam książkę. Chwilę potem do sali wszedł nauczyciel. Spojżałam na puste miejsce obok mnie. Evan znowu się spóźnia. Gdy nagle drzwi otworzyły się z trzaskiem mruknęłam pod nosem:
-O wilku mowa..-westchnęłam.
Poprawiłam włosy do tyłu i zaciągnęłam czarne rękawy na dłonie.
-Panowie znowu spóźnieni?-powiedział szorstko nauczyciel. Mężczyzna wstał z krzesła-siadać na miejsca-uniósł głos.-następnym razem skończy się to wizytą u dyrektora.
Po tych słowach piątka niezwykle rozśmieszonych chłopaków rozeszła się po klasie. Po chwili obok mnie siedział ciemnowłosy.
-Znowu się spóźniasz-szepnęłam-będziesz miał problemy
-I co z tego-powiedział obojętnie
-I co z tego?-powiedziałam głośniej-ja nie mam zamiaru znowu ściemniać na policji...
-Jeśli będzie taka potrzeba to owszem masz-złapał mnie za kolano.
-Nie-zrzuciłam z siebie jego dłoń-kiedy się poznaliśmy byłeś inny... Zmieniłeś się...
Odsunęłam się od niego i zajęłam lekcją. Nic ciekawego nie działo się aż do przerwy obiadowej. Właśnie szłam rzadziej uczęszczanym korytarzem do stołówki. Nagle dostrzegłam dobrze znane mi farbowane włosy mojej kuzynki. Całowała się z kimś pod ścianą. Na mojej twarzy zagościł chytry uśmiech. Mój entuzjazm znikł gdy dostrzegłam kim była druga osoba.
-Evan...?-powiedziałam stojąc za parą.
Dziewczyna obróciła się w moją stronę. Na jej twarzy dostrzegłam zwycięski uśmiech. Do moich oczu napłynęły łzy.
-Hope..-zaczął ciemnowłosy- To nie tak jak myślisz...
-Tak? Ja myślę, że zdradziłeś mnie z tą żmiją. No więc jak jest? Czy nie tak?- Oparłam ręce na biodrach.
Chłopak kilka razy otwierał buzię jakby chciał coś powiedzieć, ale z jego ust nie wydobył się inny dźwięk niż jęki.
-Mówiłam ci, że się zmieniłeś..-przygryzłam wargę-Z nami koniec.
Ruszyłam korytarzem przed siebie. Po chwili usłyszałam jak chłopak woła moje imię, a następnie mówi coś w stylu "Zostaw mnie Liv". Przeszłam przez stołówkę. Nie miałam zamiaru tam zostać. Denerwowali by mnie ciekawscy nauczyciele i uczniowie, którzy chcą wiedzieć czemu płaczę. Ruszyłam więc w stronę hali gimnastycznej. Usiadłam pod drzwiami szatni. Otarłam mokre od ciepłych łez oczy i policzki. Nie mogę pozwolić sobie na płacz, nie pokażę, że jestem słaba. Mam lepsze powody do płaczu. Gdy zadzwonił dzwonek moja klasa znalazła się pod drzwiami. Dołączyłam do nich.
Usiadłam na trybunach i wpatrywałam się w ćwiczących uczniów. Myślałam nad wymówką jaką powiem nauczycielce W-Fu. Przecież nie można mieć wiecznie niedyspozycji... Poprawiłam niesforny kosmyk włosów. Spojżałam na patrzącego na mnie ciemnowłosego. Cicho prychnęłam i spojżałam w inną stronę. Mój wzrok skierowany był na rozmawiające ze sobą Annę i Hanię. Były dobrymi przyjaciółkami, gdybym miała taką osobę, której mogę powiedzieć wszystko... Moje życie było by łatwiejsze. O czym ja marzę? Przecież ja nawet rodzicom nie mogę zaufać...
Gdy w końcu lekcje dobiegły końca nie miałam ochoty iść do domu, ani zostawać w szkole. Ruszyłam więc w stronę parku. Przeszłam przez metalową, błyszczącą bramę. Ruszyłam jednolitym chodnikiem w stronę fontanny. Usiadłam na ławce w cieniu. I wyjęłam telefon. Założyłam na uszy słuchawki i puściłam pierwszą piosenkę z listy. Chwyciłam za rysownik i zaczęłam kończyć przerwany mi rysunek. Rozejrzałam się dookoła. Zobaczyłam, że po drugiej stronie siedzi para nieco starszych odemnie nastolatków. Całowali się i przytulali.
-Miłość... to ściema-prychnęłam.
Zamknęłam zeszyt i poszłam w inne miejsce. Usiadłam naprzeciwko małej studni dokoła, której rosły bratki i inne kwiaty, których nie znam. Wyjęłam zeszyt i zaczęłam dalej rysować. Po bliżej nieokreślony czasie poczułam ból głowy. Ktoś walnął mnie w nią piłką. Spojżałam na kartkę. Widniała tam ciemna, niechciana przeze mnie linia. Obróciłam się. W moją stronę biegło dziecko. Wzięło do ręki piłkę i podeszło do mnie. Czyli to on jest winowajcą. Chwilę potem obok niego znalazł się 16 letni chłopak. O nie... Jason.
-Cześć Hope-przywitał mnie z uśmiechem i objął ramieniem okoł sześcio letniego chłopca.
-Ta... Cześć...-mruknęłam niechętnie.
-Słyszałem co się dzisiaj stało..-podrapał się po karku-naprawdę ci współczuję.
-Czego? Najwyraźniej tak miało być... i tak już jakiś czas zachowywał się inaczej..-po chwili ciszy zapytałam-a skąd wiesz?
-Liv mówiła, że odbiła ci chłopaka-przeskoczył z nogi na nogę.-Cała szkoła wie...
-Cała szkoł? Ochhhh! Kurde...-uniosłam głos.
-Luke, przeproś ją za to co zrobiłeś.-chłopak poklepał sześciolatka po plecach.
-Jason zapomniałeś, że kazałeś mi to zrobić?-Luke spojrzał na szesnastolatka swoimi dużymi zielonymi oczami.
Brązowowłosy zatkał chłopcowi buzię ręką.
-Kazałeś mu to zrobić?-zapytałam z wyrzutem. Chłopak tylko niepewnie się uśmiechnął. Prychnęłam pod nosem.-Dzięki za kolejnego guza.
Po czym ruszyłam brudnobłękitnym chodnikiem w stronę domu. Szłam naj wolniejszym krokiem jakim potrafiłam. Stanęłam pod moim oknem. Schowała wszystkie rzeczy do plecaka i założyłam go na dwa ramiona. Zaczęłam wspinać się na piętro. Miałam w tym już wprawdę, robię to od ponad ośmiu lat. Przeszłam przez otwarte okno i stanęłam na prostych nogach. Rzuciła plecak pod biurko i usłyszałam burczenie w brzuchu. Spojżałam na niego i położyłam na nim dłnie. Rozejrzałam się dookoła. Otworzyłam kilka szafek, w których zazwyczaj magazowałam jedzenie.
-Pusto, pusto, pusto-szeptałam przy poszczególnych szafkach.
Po chwili zdałam sobie sprawę, że muszę zrobić zapasy. Wyjęłam dwie torby materiałowe i chwiciłam za portfel. Pierw poszłam do kuchni. Do jednej torby włożyłam paczkę płatek, mleko i kilka owoców. Szybko przemknęłam z tym do pokoju i pochowałam w szafkach. Ponownie jak najciszej potrafiłam zeszłam na dół. Ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Gdy je otworzyłam usłyszałam za sobą głos matki.
-Gdzie idziesz-zapytała oschle.
-Do sklepu -powiedziałam odwracającsię na pięcie w jej stronę.
-Kup mi tonik i szminkę-rozkazała
-Nie wystarczy mi pieniędzy..-powiedziałam niepewnie
-To zrezygnuj z jedzenia-zaśmiała się.
Mam jej serdecznie dość.
-Są ważniejsze wydatki niż jedzenie dla ciebie. Moja uroda jest ważniejsza-zarżała.
Kobieto jaka uroda? Po chwili znajdowałam się już pod domem. Jak najszybciej ruszyła w stronę sklepu. Szłam zniszczonym chodnikiem kilka minut. Gdy znalazłam się w środku poczułam przyjemne zimno. Do koszyka spakowałam potrzebne mi jedzenie i to o co prosiła mnie matka. Ruszyła w stronę kas. Wyłożyłam wszystko na taśmę.
-Hej Renata-przywitałam dobrze znaną mi kasjerkę.
Kobieta była trochę przy kości. Miała farbowane blond włosy zawsze spięte w kok. Oczy podkreślała granatowym cieniem.
-Hej Hope-zaczęła kasować moje zakupy.-To twoje-wzięła do ręki tonik i szmynkę.
Skrzywiłam się.
-Czyli matki-zaśmiała się.-Znowu magazynujesz jedzenie?
-Tak...
-Mówiłam ci już, że to nie zdrowe.-spojżała na mnie kontem oka, gdy pakowałam zakupy do torbi.
Znowu zaburczało mi w brzuchu.
-Renata, wiem... ale nie mam zamiaru schodzić na dół kilka razy dziennie po jedzenie, i widzieć się z nimi.-Schowałam wszystkie rzeczy.-Ile płacę?
-57 złoty i 98 groszy.
-Ile? Mam tylko 45 złoty...
-Oddasz potem-zabrała mi z ręki pieniądze i się uśmiechnęła.
Odwzajemniłamm gest.
-Dzięki Renata, uwielbiam cię-wzięłam torby i pożegnałam się z kobietą.
Szłam do domu prawie pustą drogą. Robiło się coraz ciemniej. Gdy doszłam do domu położyłam tonik i szmynkę w salonie na szklanym stole. Szybko wspięłam się na górę i odłożyłam moje zakupy do szafek. Wzięłam do ręki telefon.
-36 nieodebranych i 51 wiadomości..-wyszeptałam.
Odblokowałam telefon i zobaczyłam kto do mnie dzwonił i pisał. Z niechęcią stwierdziłam, że to Evan. Czy on sobie że mnie żartuje? Po tym co zrobił ma czelność jeszcze do mnie dzwonić i pisać. Położyłam się na łóżku i zaczęłam zastanawiać się dlaczego on to zrobił. Może ona wzięła go podstępem... albo przeciwnie. Może to on chciał ją pocałować... Mam tego dość. Kilka chwil potem odpłynęłam do krainy Morfeusza.
Hej, i o to jest, pierwszy rozdział. Chyba nie jest najgorzej...
Przepraszam za wszystkie błędy jakie się pojawiły.
Pamiętajcie o komach.
Do napisania :)
To historia młodej dziewczyny, która zmaga się z wieloma problemami i przeciwnościami losu, by w końcu osiągnąć wolność i szczęście.
czwartek, 28 lipca 2016
poniedziałek, 25 lipca 2016
Prolog
Moje życie nie jest proste... Mam na imię Hope... jest to słowo, którego najczęściej używam. Hope-nadzieja. Mam nadzieję na lepszą przyszłość. Mimo tego, że mam już 16 lat nikt nie traktuje mnie tak jak powinien, a zwłaszcza rodzice. Często uciekam z domu, nie chcę tu mieszkać... nie chcę znać ludzi, którzy są moimi rodzicami, przez nich tylko cierpię. Jeśli chodzi o szkołę, jeszcze do niej chodzę... nie chcę do niej chodzić. Mimo tego, że uczę się nie najgorzej ciekawscy nauczyciele działają mi na nerwy. Mam chłopaka, Evana. Nie należy on do najgrzeczniejszych i najlepiej się uczących. Jest jednym z chłopaków siejących postrach w szkole... kiedyś taki nie był... zaczęłam z nim chodzić kiedy jeszcze był normalny, wszystko zaczęło się kiedy chodziłam do niego na korki z matematyki. Potem stał się taki jaki jest teraz... i wszystko pomiędzy nami się zepsuło. Mimo tego nadal z nim jestem, mam nadzieję, że kiedyś będzie taki jak wcześniej. Koniec o moim życiu. Jestem przeciętną nastolatką. 166 cm wzrostu. Ciemne, lekko pofalowane brązowe włosy, i piwno zielone oczy. Zgrabny nos z lekkim garbem i kilka delikatnych piegów na policzkach. Mam lekko brązową karnację. Mieszkam w piętrowym domu jednorodzinnym. Mój tata pracuje jako szef działu biznesowego w banku, mama nie pracuje, dochody z pracy ojca są wystarczające aby opłacić rachunki i życzenia matki. Usiadłam na łóżku i skuliłam się. Za chwilę miał wrócić. Usłyszałam trzaskanie drzwiami. Wrócił. Zaczęłam szybciej oddychać. Usłyszałam dzwięk wchodzenia po schodach. Był to dzwięk mojej katorgi, potem było już tylko gorzej. Złapałam za miękką poduszkę i zakryłam się nią. Usłyszałam jak otwiera z trzaskiem drzwi, z moich ust wydobył się cichy dzwięk. -Proszę nie...
niedziela, 24 lipca 2016
Nowy Blog
Cześć. To mój nowy blog. Poprowadzę go w inny sposób niż poprzedni. Pojawi się tu wymyślona przezemnie historia. To opowiadanie będzie inne niż wszystkie, poruszę tutaj wiele problemów, rodzin w trudnych sytuacjach. Za wszystkie błędy ortograficzne bardzo przepraszam. Posty, które się tu pojawią będą bardziej dopracowane, a rozdziały postaram się robić długie i jasne. Prolog pojawi się niedługo. Nie będzie to kolejna historia o pięknej miłości dwojga nastolatków. Jednak pojawi się wątek miłosny. Nie będę za wiele opowiadać, wszystkiego dowiecie się w trakcie czytania :) Czekajcie na prolog. Pozdrawiam ciepło, i miłych wakacji :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)