Obudził mnie nieprzyjemny dźwięk budzika. Jak najszybciej potrafiłam włączyłam urządzenie. Potarłam dłońmi twarz i niechętnie wywlekłam się z łóżka. Szybkopobiegłam do łazienki i postarała się o to, aby nie wyglądać jak straszydło. Uczesałam włosy w luźnego koka i zakorektorowałam niektóre siniaki na twarzy. Gdy spowrotem znalazłam się w pokoju założyłam na siebie moją ulubioną białą bluzkę na krótki rękawek z napisem "Cat A Strophe". Dzisiaj było bardzo ciepło, ale niestety moje siniaki i rany nie pozwalały mi na krótkie spodenki, denerwował by mnie ciekawskie spojrzenia innych uczniów i dociekliwe pytania nauczycieli. Dlatego zdecydowałam się na czarne dżinsy. Szybko spakowałam plecak i wzięłam trochę drobnych na jakąś kanapkę. Zbiegłam na dół i jak najszybciej potrafiłam wyszłam z domu. Chwilę potem ruszyłam przed siebie w stronę szkoły. Chodziłam po mniej zniszczonych częściach chodnika. Powinni go, w końcu naprawić. Przecież mamy 21 wiek, a prawie w centrum miasta są zniszczone chodniki. Gdy dotarłam do mojego celu poczułam napływ nie przyjemnych wspomnień. Przed oczami miałam całującego się z moją kuzynką Evana. Wzięłam kilka głębokich oddechów i postanowiłam, że będę udawać, że go nie znam. Gdy szłam w stronę wejścia nastolatkowie, którzy siedzieli na mórku przed szkołą gapili się na mnie. Czyli jednak wszyscy wiedzą... zasłoniłam twarz dłonią aby na mnie nie patrzyli. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka, tam spotkało mnie jeszcze więcej wścibskich spojżeń. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę klasy gdzie miałam mieć historię. Usiadłam pod klasą i wyjęłam jabłko, które po chwili zaczęłam jeść. Miałam wrażenie, że każdy kto przechodzi obok mnie gapi się jakby nigdy człowieka nie widział. Nie był to zbyt przyjemnie, nie lubiłam być w centrum uwagi, nie byłam do tego przyzwyczajona. Kiedyś gdy miałam kilka lat występowała na dzień matki ojca, czy babci i dziadka. Mówiłam jakieś wierszyki, albo śpiewałam piosenki. Lecz najsmutniejsze było to, że nigdy nikt z mojej rodziny nie przychodził na moje występy. Stwierdziłam, że skoro i tak nikt nie pochwalił mnie za to, że dobrze powiedziałam wierszyk lub ładnie zaśpiewałam, nie pogłaszcze po głowie, nie przytuli... Stopniowo wycofywałam się, aż w końcu zeszłam w cień. Od tamtej pory nawet większość osób z mojej klasy nie wie, że chodzę z nimi do klasy. Może to i lepiej... ale teraz... wszyscy gapią się na mnie. Dojadłam resztę jabłka i wrzuciłam ogryzek do kosza. Nagle zobaczyłam, jak z końca korytarza idzie w moją stronę Evan. Obróciłam gławę w inną stronę, mając w nadziei, że nie zwróci na mnie uwagi. Jednak moje oczekiwania się nie spełniły. Chłopak przykucnął obok mnie.
-Hope...
-Tak mam na imię..-uśmiechnęłam się ironicznie.
-Proszę, wybacz mi.
-A jeśli nie chcę? Jeśli nie chcę ci wybaczać-spojrzałam mu w oczy.
Kilkoro uczniów przyglądał się naszej rozmowie.
-Obiecuję, że się zmienię-powiedział że skruchą w głosie.
-Zmienisz się?- zadrwiłam-chyba tylko na gorsze!
Kilka osób spojżało na mnie.
-Ja...
-Daj mi spokój.-wstałam i go wyminęłam-możesz usunąć mój numer. Nie dzwoń do mnie, i nie pisz.
-Hope..-złapał mnie za ramię.
-Zostaw mnie.-starałam się, aby mój głos był opanowany.
-Daj mi skończyć-słyszałam jak drga mu głos.
-Z tego co wiem to przerwałam tobie i Liv pocałunek-obróciłam się w jego stronę-to na pewno możesz skończyć.
-Daj mi się wytłumaczyć-uniósł lekko głos.
-Tu nie ma się z czego tłumaczyć-do oczu napłynęły mi łzy. Spojrzałam w jego tęczówki-po prostu mnie zdradziłeś.
-Hope...
-Idź do Liv, ona na pewno będzie zachwycona twoim towarzystwem-powiedziałam, po czym odeszłam od niego.
Ruszyłam przed siebie korytarzem. Weszłam do damskiej łazienki. Moja twarz była czerwona. Otarłam łzy i umyłam twarz zimną wodą. Nagle usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi. Zobaczyłam w nich Hanię, szybko doprowadziłam się do porządku.
-Hope, coś się stało?-zapytała przyjaznym głosem.
-Nie, nie wszystko dobrze.
-Nie wygląda..-mruknęła jakby do siebie.
Dziewczyna odłożyła torbę na ziemię.
-Mi możesz się wygadać, nikomu nie powiem-uniosła dwa palce do góry, a drugą rękę trzymała na sercu.-przyżekam.
-Naprawdę, nic mi nie jest- wymósiłam uśmiech.
Czułam się jak małe dziecko okłamujące rodziców, że nie zjadło cukierków. To kłamstwo nie miało przyszłości, było zbyt przezroczyste.
-Nie wygląda to dobrze..-znowu mruknęła pod nosem. Po chwili ciszy ponownie się odezwała.- Chodzi o Evana prawda? Przykro mi, że to wszystko tak się potoczyło..-położyła mi dłoń na ramieniu.
Gdy to powiedziała zrobiło mi się nieco lepiej, jakby ktoś ofiarował mi ciepło, którego nigdy wcześniej nie czułam. Mimowolnie lekko się uśmiechnęła. Dopiero po chwil poczułam przenikający przez moje ramię ból. To ten siniak...
-Nie jest tak źle jak myślisz. Kiedyś i tak musiałoby to się stać.-ponownie na mojej twarzy zagościł smutny uśmiech.
Chwilę potem zadzwonił dzwonek.
-Chodź nalekcję.- Wzięła do ręki swoją torebkę.
Po chwili dziewczyna wyszła a ja kroczyłam niechętnie za nią. Miałam wrażenie, że ktoś na siłę mnie tam pcha, a ja za wszelką cenę chcę uciec. To prawie tak jak w domu... W końcu dotarłyśmy na miejsce niechętnie weszłam do środka. Spojrzałam na moją ławkę. Siedział w niej Evan i patrzył na mnie z oczekiwaniem co zrobię, w oczach. W ręku miał ołówek, którym ruszał niespokojnie. Spojrzałam na wolne miejsca, na szczęście oprócz tego obok Ani, z którą miała usiąść Hania, i miejsca obok Evana, tam nigdy już nie usiądę, było miejsce przy oknie. Dziewczyna przeprosiła za nasze spóźnienie i złagodził sytuację, nauczyciele za nią przeglądali, dobrze się uczyła i była bardzo pozytywna. Usiadłam na miejscu pod oknem i wyjęłam swoje rzeczy. Czułam na sobie niechciany wzrok ciemnowłosego. Za wszelką cenę nie chcę spotkać się z jego spojrzeniem... Mogłabym wtedy nie wytrzymać. Cała lekcja minęła mi szybko, czego nie można mówić o innych. Wszystko się dłóżyło. Minuty były jak godziny. Chłopak stał się bardziej uparty. Nie chciałam przywoływać myśli, że jeszcze w domu czeka mnie katorga. Mimo unikania tej myśli pojawiła się ona wiele razy. Było to jak siłowanie się z swoją naturą. Strasznie nie przyjemne... Na przed ostatniej przerwie zagadał do mnie Jason. A już się cieszyłam, że cały dzień miałam przynajmniej od niego uspokój.
-Hej..-zaczął niepewnie-przepraszam cię za tą piłkę...
-Już się pogodziła z tym, że piłki lubią moją głowę-cicho, prawie niesłyszalnie się zaśmiałam.
-Zapamiętam na przyszłość-mruknął jakby do siebie.
-Wiesz co..-musiałam wymyślić wymówkę aby się od niego uwolnić- śpieszę się... mam poprawkę z maty.
Byłam dobra w kłamaniu, robiłam to często, za często. Może przez to wzbudzałam tyle podejrzeńi ludzie mi nie ufali... Chociaż dzisiaj Hania... Pewnie mi się tylko wydaje... Z zamyśleń wyrwał mnie brązowowłosy.
-Halo-pomachał mi ręką przed oczami-Ziemia do -Hope. Żyjesz?
-T-tak... Tylko to chciałeś mi powiedzieć? Bo jak tak to muszę spadać...
-Tylko to..-mruknął jakby sam nie przekonany.
-To pa-powiedziałam szybko i obróciłam się w inną stronę.
Kolejny dzień nie zaczął się łatwo. Z dołu słychać było dźwięki rozmów. Szybko założyłam na siebie ubrania i zabrałam plecak. Niepewnie zeszłam na dół. Zobaczyłam moich rodziców siedzących w kuchni przy stole. Nie byłam z tego powodu zadowolona. Oboje wyglądali na zmartwionych.. a raczej wystraszonych. Chciałam wymknąć ich spojrzenia i wyjść z domu jak najszybciej. Kontaktowaniesię z nimi nie należało do górującej rzeczy na liście moich ulubionych czynności. Cicho zakradłam się do drzwi. Tym razem nikt mi nie przeszkodził w spokojnym wyjściu z domu. Po drodze spotkałam Renatę, właśnie szła do pracy. Chyba ją lubiła, zawsze jak ją widziałam na jej twarzy gościł uśmiech. No chyba,że to taka pozytywna maska, aby zachęcić klijętów. Jeśli tak to bardzo jej to wychodzi. Zaśmiałam się cicho na myśl, że ja nie jedyna przybieram maskę wiecznie, wprost przesadnie szczęśliwej kobiety... chociaż w sumie. Ostatnio już nie. Ponownie szłam zniszczoną drogą. Innej nie ma. Tylko takie mam dojście do szkoły. Weszłam do środka. Przywitał mnie bardzo miły dziewczęcy głos.
-Nareszcie jesteś-zobaczyłam przed sobą Ankę-Hani dzisiaj nie będzie więc usiądziesz że mną. I to nie jest proźba-zaśmiała się.
Anna była bardzo pozytywną osobą. Dla niej życie było zabawą, z której powinno się korzystać. Dziewczyna była bardzo ładna. Miała włosy sombre, lekko różowe policzki i jasną cerę. Jej oczy wyróżniał błękitny blask. Była naprawdę śliczna, zresztą widzieli to też chłopcy. Dziewczyna mogła szczycić się powodzeniem. Ale tego nie robiła. Była skromna i nie lubiła się wywyższać. Pewnie dlatego ona i Hania to bardzo się lubią. Są do siebie bardzo podobne. Obie są ładne, miłe i dobrze się uczą
-Dobra chodź, nie ma co czekać.-złapała mnie za nadgarstek i z nadmiernym entuzjazmem pociągnęła w stronę klasy.
Usiadłyśmy na ławce i czekałyśmy na dzwonek. Błękitnoka zadawała mi wiele pytań. Polubiłam ją. Była bardzo wesoła, przy niej poprawiał mi się humor. Weszłyśmy do klasy i usiadłyśmy w trzeciej łwce. Anna co chwilę dostawała jakieś karteczki. Pokazywała mi je i obie śmiałyśmy się z ich treści. Ku mojemu zdziwieniu nauczyciel nie skarcił nas za złe zachowanie na lekcji. Wręcz przeciwnie, dostałam piątkę za prawidłową odpowiedź. Kolejną lekcją była muzyka. Anna miała zdawać piosenkę.
-Proszę Pana a czy ktoś może że mną zaśpiewać-zapytała.
-Oczywiście-uśmiechnął się nauczyciel.
-Hope chodź-uśmiechnęła się do mnie.
-Ja-głos mi się załamał.
-Tak-przytaknęła energicznie głową.
Poczułam, że wszyscy na mnie patrzą.
-Ja... ja przecież nie potrafię śpiewać.-powiedziałam z niepewnością.
-To sobie razem pofałszujemy-odeszła do mnie i się zaśmiała.
-Ale...
-Nie ma żadnego ale-złapała mnie za nadgarstek i wyciągnęła na środek sali.
Anna podała mi jeden mikrofon. Zaczęłyśmy śpiewać. Ariana Grande-One Lasjt Time. Na początku śpiewała tylko Anna. Dziewczyna szturchnęła mnie ramieniem, a ja niepewnie weszłam we zwrotkę. Chyba szło nie najgorzej. Nawet dobrze się przy tym bawiłam. Troszkę fałszowałam na wysokich dźwiękach ale nie było chyba aż tak źle. Zakończyłyśmy ładnym przeciągnięciem. Nauczyciel wstawił nam po piątce. To chyba pierwszy raz kiedy dostałam dwie piątki jednego dnia.
-Super nam wyszło-dziewczyna mnie przytuliła.
Dawno tego nie czułam. Oddałam uśmiech i mimowolnie się uśmiechałam. I nie robiłam tego na siłę. Po prostu byłam szczęśliwa. Nagle uśmiech zszedł z moich ust. Zobaczyłam Evana... A tak długo wytrzymałam bez myślenia o nim... Nie ważne, on jest przeszłością. Teraz mam Hanię i Anię. Mam nadzieję, że polubiły mnie tak jak ja je. Pod koniec dnia wróciłam do domu. Ruszyłam do salonu. To co pierwsze nasunęło mi się na język to: "Co oni tu robią...?"